Zakochani w Kołobrzegu (1)

Wspomnijcie mnie czasem, kiedy odejdę,
nie wiem dokąd i nie wiem z kim.
Z innego świata z powrotem nie przejdę,
kiedyś tam może spotkamy się.
Zostawiam wam słowa i z serca nuty,
rozstanę się z dziećmi, to boli mnie.
Założę cicho podniebne buty,
w tę drogę sam wkrótce wybiorę się.
Byłem bogaty, duchem majętny,
bogactwem chętnie podzielić się chcę,
zabiorę tylko przyjaźni okruchy,
tej, którą obdarowaliście mnie.
Wspomnijcie mnie chwilę, proszę nieśmiało
tam dokąd pójdę nie spłyną łzy,
chciałbym zabrać ze sobą gitarę,
zaglądać czasem w wasze sny.
Każdy ma cichy moment zadumy,
ślad po mnie zginie w niebytu mgle,
to co kochałem zostawiam na Ziemi,
niech ta muzyka wam życie zmieni

To był mglisty, jesienny poranek. Światła dworcowych latarni z trudem przebijały się przez mroczne, mleczne tumany. Z oddali słychać było odgłosy budzącego się miasta. Na peronie stało kilkanaście osób, większość wybierała się w daleką podróż. Tak pomyślała Hania, spoglądając na solidne i pakowne walizy. Przystanęła, schowała wysuwaną rączkę swojego nesesera i szczelnie otuliła się kurtką. Spojrzała na peronowy zegar, do odjazdu pociągu zostało trochę ponad dziesięć minut.
– Tyle godzin jazdy przede mną, czy ja to wytrzymam… Pomyślała z trwogą. Była niewyspana i zmęczona. Do wyjazdu przygotowywała się od kilku dni, ale ten wczorajszy to była swoista kulminacja. Musiała przygotować dom na dwa tygodnie swojej nieobecności, posortować i spakować rzeczy, kosmetyki i niezbędne dokumenty.
– Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam! Jeszcze raz zrobiła szybki przegląd, w pamięci poukładała sobie zaświadczenia, skierowanie, opis choroby, dokumenty osobiste.
– Jeśli czegoś zapomniałam, to będzie problem. Z tunelu wyszło kilka osób ciągnąc za sobą bagaże.
– Przepraszam – jej rozmyślania przerwała starsza pani, która na wszelki wypadek zostawiła walizkę przy schodach.
– Czy z tego peronu odjeżdża do Kołobrzegu?